Filmów o superbohaterach powstalo duzo. I o tych, którzy upajali sie swymi nadzwyczajnymi mocami, i o tych, którzy nie chcieli byc supermocni, wiec starali sie zyc jak przecietne szaraczki. Oczywiscie tylko do chwili, gdy jakas katastrofa lub wyjatkowo czarny charakter zmusil ich do ujawnienia niezwyklych mozliwosci. Nie widzielismy jednak superbohatera, którego nie obchodzi co robi, jak to robi i czy przypadkiem, zupelnie niechcacy, ratujac jeden kawalek swiata nie niszczy definitywnie innego kawalka. Nie widzielismy, az pojawil sie Hancock.
Hancock to zdecydowanie najbardziej kontrowersyjny superhero ery popkultury. Nie nosi obcislych, lateksowych ubranek, klnie jak szewc, pije, smierdzi, a jezeli juz - tkniety jakims impulsem lub po prostu pijany - postanowi dokonac czynu bohaterskiego, demoluje wszystko, co znajdzie sie w jego otoczeniu. Absolutne novum w swiecie laleczkowatych supermenów.
Niestety, scenarzysci uparli sie, by Johna Hancocka zmienic. Postawili wiec na jego drodze niespelnionego speca od PR'u, który kroczek po kroczku przeprowadza fajnego (aczkolwiek niezbyt estetycznego) anty-superbohatera na heroiczno-lateksowa strone mocy. I to wlasnie jest glównym problemem filmu. Ciekawy, nieszablonowy i nowatorski pomysl na supermana, zostaje calkowicie pogrzebane przez jego fatalna transformacje. To tak, jakby twórcy Shreka postanowili w ostatniej scenie zmienic ogra w przystojnego ksiecia, który nie beka i nie zre robali.
Plusem filmu jest gra Will'a Smith'a, który nadzwyczajnie potrafi sie wcielic w role naprutego, zblazowanego kolesia. Pozostale postacie bardziej denerwuja, niz smiesza czy wzruszaja. Charlize Theron kompletnie nie odnajduje sie w roli, która jej przydzielono. No, moze poza jedna scena akcji, w której prezentuje szeroka game wrzasków. Jason Bateman jest bezbarwny jak lakier do parkietu. Nie usprawiedliwia go nawet fakt, ze gra zwyklego faceta otoczonego przez superbohaterów.
Z „Hancocka” godna zapamietania jest próba wyrwania sie z szablonu komiksowych superhero. Trudno tez bedzie zapomniec, w jak fatalny sposób ten pomysl zostal zmarnowany. Niezly jest cytat: „Call me asshole one more time..” i alternatywny sposób na ratowanie wielorybów. Tyle.
Wyglada na to, ze musimy jeszcze poczekac na superbohatera, który na pewno nie ubierze lateksowego wdzianka.